Co na to psycholog

O samotności.
Aneta Skrzypczyk-Dobrasiewicz

Czy samotność to już depresja? Czy w depresji każdy jest samotny?

Wiele jest rodzajów samotności. Codzienna, przytłaczająca po rozstaniu, smutna, delikatna – niemal jak relaks w ciszy lub ciężka, bolesna wręcz obezwładniająca. Dziś o tej mało rozumianej, często traktowanej stereotypowo, o której coraz więcej się mówi, pisze, bada, a ona i tak zaskakuje. Samotność w depresji. Rzadko spotykam ludzi, którzy decydują się na pomoc psychologiczną sami. Ktoś, gdzieś po drodze wskazuje im możliwość, podpowiada, sugeruje, nakazuje lub dzwoni w imieniu osoby, która tej pomocy potrzebuje. Mąż, żona, matka, ojciec, córka, syn, sąsiadka, przyjaciółka, kochanek, dziadek, znajomy- jest wiele relacji, które poznałam w kontekście poszukiwania dla kogoś wsparcia. Więc wydawać by sie mogło, że nikt nie jest sam ze swoim lękiem i samopoczuciem. Ktoś bliski widzi potrzebę pomocy, a jednak pomóc nie jest w stanie. Czasem bliscy tego nie rozumieją, bo przecież są! I jest to dla nich źródłem cierpienia, że osoba im najbliższa chce rozmawiać i spotykać się z Kimś obcym. Ale w depresji nie chodzi o samotność w byciu z kimś lub bez kogoś, w depresji chodzi o samotność w rozumieniu siebie i tego co się przeżywa. Byciem osamotnionym w swoim odczuwaniu i widzeniu świata.
Osoby samotne w swojej depresji mówią często o takim poczuciu, że jest się zmęczonym wśród ludzi. Byciem wśród nich. Rozmawianiem z nimi. Posiłkami z nimi. Obowiązkami.
Role społeczne często zabraniają nam pokazać innym to nasze osamotnienie. „Oni nie rozumieją”- to słyszę bardzo często. -„Mamy nie biorą zwolnienia”- nie powiem dzieciom, czy mężowi, że najprostsza czynność w domu mnie przerasta. Że zmycie naczyń i nastawienie zupy to maksimum, na jaki mnie stać. A niekiedy i to zbyt dużo. Że mam ochotę zwinąć się pod kołdrą, a wcześniej…wziąć kilka tabletek więcej, niż w zleceniu od lekarza. Nie powiem, że przeszkadza włączony telewizor, źle ustawione buty czy porzucony w kuchni widelec. Nie powiem nie dlatego, że boję się kłótni. Nie powiem, bo nie mam siły…i dochodzę do takiego momentu, że już mi to nie przeszkadza. W ogóle nie chce mi się zwracać na to uwagi….. -„Nie powiem w pracy, ze mam depresję”- ten stereotyp choroby nadal niestety pokutuje i jeszcze bardziej spycha osoby cierpiące w otchłań samotności. Jak mam powiedzieć szefowi, że nie jestem w stanie czegoś zrobić? A jak stracę pracę? Nie mogę pokazać, że nie daję sobie rady. A nie daję, zamykam się w pokoju i udaję, że pracuję. Potem biorę urlop. Potem wracam i udaję, że jest lepiej. Samotność w depresji jest największym bólem jaki przeżywa osoba cierpiąca. Kiedyś pewien Pan, nazwijmy Go Krzysztof, stwierdził, że na grillu wśród rodziny i przyjaciół jego ból z bycia wśród ludzi był tak dokuczliwy, że przez 1,5 godz. czuł potrzebę.. wymiotowania. Tylko tak potrafił stłumić ten fizyczny ból jaki Go ogarniał za każdym razem, gdy ktoś się roześmiał, opowiedział dowcip, kiedy krzyczały dzieci i za każdym razem, gdy ktoś mówił „rozchmurz się”. Bycie „obcym” w tłumie, odrealnionym, niezrozumianym, bezradnym, innym, nie potrafiącym się ani cieszyć ani smucić. Obojętnym. Samotność w depresji jest obojętnością na otaczający świat. Na potrzeby innych. I na potrzeby swoje.